Nie nadepnij na boga!
Nocleg znajdujemy w rodzinnym hoteliku Su’s Cottages II: bez telewizora, klimatyzacji i dalej od plaży. Ostrzegano nas, że w porze deszczowej trzeba się liczyć z ulewami co najmniej dwa razy dziennie. Do tego stopnia ignorujemy ostrzeżenia, że nawet odgłosy huraganu nie ściągają nas z łóżek. Robi to dopiero prysznic z sufitu! Tej nocy nad wyspą przewaliła się nawałnica, siejąc spustoszenie w okolicy. Rano szacujemy straty: mokre plecaki i ich zawartość, zalane łóżka. Na patio powyrywane palmy, zerwane dachy, zburzona domowa świątynka, a w mętnej wodzie basenu ściana sąsiedniego domu.
Zanurzamy się w zakamarki aglomeracje. Chwila zadumy w miejscu, gdzie zginęło dwustu ludzi z 22 krajów. Na ogrodzeniu koszulka z napisem: FUCK Terrorist -Bali Black Oct. 12, 2002. Obok ilustracje dwóch ślicznych, uśmiechniętych dziewcząt i wiązanki kwiatów. Tak zaczynamy 1-szy dzień na Bali.
Kuta, przedmieścia Denpasar, to ruchliwe miejsce. Szarańcza motorowerów oblepia pojazdy samochodowe na czerwonych światłach. Tubylcy w kaskach i w japonkach, niektórzy na bosaka, przemierzają pędem wąskie uliczki z najwyższymi, jakie widziałam, krawężnikami. W czasie ulewy stają się one brzegami potoków.
Po obu portalach głównej alei sklepiki. Z witryn uśmiechają się afrykańskie posążki, połyskują marokańskie mozaiki, australijskie bumerangi. Zachwycam się słynnym produktem eksportowym wyspy – batikiem. Lampy z liści palmowych, podstawki z korzeni, korale z nasion, kubeczki z patyczków, koszyczki z goździków. Żyrafy, delfiny, ukochane tu gekony, żabki i święte Mikołaje.
Idąc po chodniku, uważnie patrzę pod nogi – dziury głębokie na metr. Jednakże bardziej obawiam się, ażeby nie wejść w ofiarne koszyczki, których wszędzie mnóstwo. Balijczycy to inni ludzie wierzący, ich bóstwa wymagają ofiar, zatem przed każdym posiłkiem kobiety wystawiają na ulice koszyczki z kwiatami, owocami i pachnącymi kadzidłami. Bogowie pod postaciami mrówek, myszy, bezpańskich psów czy kotów raczą się smakołykami. Nawet jedna osoba później koszyczków nie zbiera, widać nie do bogów należy sprzątanie.
“We speak good broken English” – głosi napis na jednej z restauracji. To prawda, angielski, którym tu się mówi, daleki jest od języka wyższych sfer brytyjskich. Kiedy miły taksówkarz opowiada nam o tajnikach religijności Balijczyków, niedużo rozumiem. Mówił chyba, że jest parę rodzajów świątyń: domowe, w miejscu pracy i publiczne, wszelkie ukwiecone, ozdobione kolorowymi parasolami. To miejsca schronienia dla bóstw. Posągi-strażnicy posiadają pozakładane sarongi i rytualne przepaski na głowy. Niby surowi, a uśmiechają się pod wąsem. Wymyślne pagodowe konstrukcje ze słomy albo liści zwieńczone koronami górują na tle nieba. Wokół świątyń całe mnóstwo uśmiechniętych osób, kobiety niosą na głowach dary. W środku pusty dziedziniec i niby-ławka, niby-leżanka. Ludzie pogrążeni w medytacji, atmosfera podniosłego skupienia.
Denpasar i Kuta to motorowery, kurz i hałas. Rozczarowała nas najsławniejsza plaża wyspy. Jest wprawdzie szeroka, a woda ciepła, ale multum na niej plastikowych znaków cywilizacji i zdechłych, cuchnących ryb. Jedziemy do Ubud, mekki artystów i ośrodka rękodzieła.

Forum weselne to społeczność ludzi, których łączy ślub i wesele. Jedni przygotowują się, drudzy są już po. Zazwyczaj zdarza się też, że są chłopcy i dziewczęta, które dopiero marzą i mają intencję swoje wesele. Forum ślubne jest też perfekcyjnym miejscem dla osób, które szukają treści o wszelkich formalnościach jakie ich czekają przed ślubem. Wymiana informacji na forum ślubnym stwarza, że mężczyźni i kobiety, które uczestniczyły w życiu forum odwiedzają je każdego dnia.